Jak, będąc kobietą, matką, córką, żoną - żyć, pracować i nie zwariować..
Blog > Komentarze do wpisu

Przypadek?

Zapętlona w swoim działaniu, zabieganiu i ciągłym zapracowaniu, nie zauważałam drobiazgów, które życie podsuwało mi na dowód mojego błędnego zachowania. Nie słuchałam bliskich, nie zwracałam uwagi na pustoszejące w przerażającym tempie konto bankowe, bo przecież już jutro, za tydzień, w przyszlym miesiacu zostanę dyrektorem, starszym dyrektorem, złotym dyrektorem, a wtedy kasa będzie wpływać do banku ogromna... MLM -owa drabina kusiła i nęciła. Zaangażowałam całą siebie w przedsięwzięcie, które być może przyniosłoby zyski, gdyby to zrobić trochę inaczej. Z głową i z szacunkiem dla siebie i swojej rodziny. Nie przejmowałam się problemami w czytaniu  Młodszej córki, bo przecież w pierwszej klasie każdy ma problem z płynnością.. Nie zwracałam uwagi na fochy małżonka, że znów wracam ze szkolenia, wyjazdu, konferencji, spotkania, itp., po godzinie 22.00. Czułam się wyzwolona z kieratu korporacyjnego, etatowego, wyzwoliłam się z obowiązków domowych, bo przecież robiłam wielki BIZNES! Byłam NIEZALEŻNA! A raczej taki mi się tylko zdawało..

Nie zauważyłam, że wkręcalam się w system coraz bardziej, bo nawet kiedy udało mi się wrócić do domu wcześniej, to do późnych godzin wieczornych obdzwaniałam swoją grupę konsultantów, klientek, gości na warsztaty,  ślęczałam w internecie, monitorowałam, zamawiałam.. Byłam fizycznie, ale duchowo, rodzinnie nie istniałam.. Przecież walczyłam o swoje marzenia! O nowe Volvo z programu dla dyrektorów, o większą wypłatę co trzy tygodnie, o bonusy za awans, o niezależność.. A tymczasem pozwoliłam uzależnić samą siebie od ludzi, którzy teoretycznie pomagali mi w mojej DRODZE do SUKCESU, a praktycznie walczyli o większa kasę dla siebie, manipulowali mną i innymi dziewczynami z zespołu, pętali i oplatali siecią zależności. Ilością spotkań, szkoleń i warsztatów ideologicznych, które zabierały maximum czasu i sił...

Nie widziałam Tego!!!!! Byłam pewna, że to jest tylko mój świadomy wybór! Nie był..

Traf chciał, że złamałam nogę dzięki własnemu psiakowi, pod samym domem. Zostałam uziemiona. Przeraziłam się nie na żarty, że nie będę mogła działać, bo przecież nigdzie nie dojadę, warsztatów nie zrobię, na targi nie pójdę.. Poinstruowano mnie, żebym absolutnie nikomu nie mówiła, że mam złamaną nogę, żebym pracowała zdalnie, a oni - sponsorzy, pomogą mi opiekując się moimi potencjalnymi liderami.

Chorobliwie ambitna, twardo kazałam wozić siebie na szkolenia dla moich ludzi, na spotkania katalogowe.. Mąż kręcił nosem, ale woził. Narzekał i krytykował, ale nie słuchałam. Uważałam, że jest zazdrosny o mój biznes i dlatego mi "przeszkadza". Przecież sponsor "ostrzegał" przed tym, więc mam dowód..

Dwa tygodnie później kolejny TRAF. Zmarła nasza koleżanka z tzw. zespołu kluczowego. 33-letnia mama 3 -letniej dziewczynki. Żal, rozpacz, szok, niedowierzanie. Jakim cudem, dlaczego, taka młoda, małe dziecko, które praktycznie nie widywało matki, bo tak jak ja/my wszystkie, pochłonięta była BIZNESEM. Nie było żadnych oznak choroby. Tak przynajmniej nam się wydawało. Prawda niestety była mocno skrywana. Fakt, że trafiła do szpitala był pomijany milczeniem i skwitowany, że to nic poważnego. 

Facebook to jednak kopalnia wiedzy. Siedząc z nogą w gipsie i laptopem na kolanach zorientowałam się z wpisów, że jest nieciekawie. Śmierć przyszła szybciutko. Odeszła kilka dni po swoich urodzinach.

Zasłona opadła i ukazała smutną rzeczywistość. Zadzwoniłam do przyjaciółki. Widywałyśmy się codziennie przy okazji warsztatów, spotkań, szkoleń, akcji. Ale dopiero teraz naprawdę rozmawiałyśmy.

- Wiesz, bałam się z Tobą rozmawiać. Miałam wrażenie, że mówisz jak twoja sponsorka i że za chwilę pójdziesz do niej i wszystko jej powtórzysz" - Słowa przyjaciółki zabolały. Z przerażeniem zrozumiałam jak bardzo byłam omotana, otumaniona, zmanipulowana.. Rozmawiałyśmy długo w nocy, płakałyśmy za naszą koleżanką. Najgorsza była świadomość, że musiała odejść, żebyśmy zaczęły znów normalnie rozmawiać.. I myśleć..

Zaczęłam analizować, przyglądać się wszystkiemu, słuchać. Powoli docierało do mnie, że zaniedbałam swoje życie rodzinne, które zawsze było dla mnie ważne. Zarzuciłam swoją pasję, bo ciągle brakowało mi czasu. Zarzuciłam drugi stopień studiów, żeby rozwijać biznes. Mało brakowało, a odeszłabym od męża, bo mi "przeszkadzał". Nie dopilnowałam kłopotów dziecka w szkole. Dałam się zmanipulować... 

Było mi wstyd, poczułam się oszukana, wystrychnięta na dudka, a na domiar wszystkiego, bałam się otwarcie powiedzieć: ODCHODZĘ, żeby pozostałe dziewczyny z zespołu kluczowego nie słuchały na mój temat, że się nie nadaję do biznesu, że "z gówna nie zrobi się lidera" - bo i takie były opinie szkoleniowca nt. osób, które wcześniej odchodziły..

Porażka? Nie! Kolejne, ważne dla mnie doświadczenie. Lekcja od życia i ewidentny kopniak od Anioła Stróża, który wyrwał mnie na siłę z niewłaściwej ścieżki. Dziękuję! Czas zacząć  na powrót słuchać swojego wewnętrznego głosu, który prowadzi dobrą drogą. Czas skupić się na bliskich, na swoich marzeniach i pasji, bo tak naprawdę nie wiadomo ile go jeszcze nam zostało.. 

niedziela, 10 kwietnia 2016, noelly.m

Polecane wpisy