Niekrótko nie zwięźle i nie w temacie
Blog > Komentarze do wpisu

Nie-kończąca się historia

Z bólem serca i niepokojem podjechałam późnym wieczorem pod bramę zaprzyjaźnionego warsztatu. Oczywiście o tej porze wszystko już było pozamykane, a światła wygaszone. Przytuliłam bzyka do płotu, żeby nikomu nie wpadło do głowy niechcący go zarysować podczas przeciskania się wąską osiedlową dróżką. Prawdę mówiąc już mu chyba niewiele zaszkodzi bo kilkumiesięczna warstwa kurzu na karoserii skutecznie go ochroni przed ocieractwem innych użytkowników drogi. Jestem niestety absolutną przeciwniczką myjni automatycznych, które skutecznie rysują lakier i napawają mnie przerażeniem. Zawsze mam wrażenie, że nadjeżdżająca na szybę wielka szmaciana szczota, za chwilę wpadnie mi do kabiny wraz z tymi wszystkimi pomyjami.. Brrr. Natomiast obecnie szczęśliwie panujące warunki atmosferyczne niekoniecznie zachęcają do moczenia delikatnych kobiecych rączek. Małżonek niestety konsekwentnie odmawia współpracy w tym zakresie, tłumacząc, ze skoro używam pojazdu, powinnam też dbać o jego czystość. Zrzęda..

Rozstałam się więc z moim uświnionym "przyjacielem" i przesiadłam do samochodu rodzinnego.

Poranny telefon z warsztatu pozbawił mnie złudzeń i wszelkich nadziei na szybką naprawę. Zdechła uszczelka pod głowicą :-(. Czyli coś tam przy silniku i nie wolno z tym jeździć, bo rozsypie się całkowicie. Naprawa potrwa kilka dni, a zatem zostaję bez podstawowego narzędzia do pracy!

VOLVIACZKU!!! Gdzie jesteś?? Potrzebuję ciebie już teraz! Ta stara drypa nie dociągnie kolejnego roku, a ja razem z nią.. Bo albo padnę z wycieńczenia od latania z ciężkimi kuframi albo rozjedzie mnie coś na środku drogi w pogoni za pojazdem komunikacji zbiorowej.

Czy ja kiedyś przestanę się spieszyć?

poniedziałek, 11 lutego 2013, noelly.m

Polecane wpisy